|
czwartek, 27 kwiecień 2006 |
|
Pisze 'przeprawa' bo ciezko to inaczej nazwac i zaluje, ze nie jestem w stanie porzadnie tego opisac, wrzucialam poki co tylko zdjecia do trzech nowych albumikow na stronce: http://www.kingafreespirit.pl/kingapl/index.php?option=com_zoom&Itemid=8&catid=80
W kazdym razie, dostalam sie polprzypadkiem na wyspe Bulama u wybrzezy Gwinei Bissao. Stamtad z powrotem na staly lad, ale to co wygladalo na mapie na droge, tak sie tylko nazywalo... Bylo wiec parenascie kilometrow marszu do miejsca, skad mial byc transport. Transport owszem, byl, ale sporadyczny. Najblizszy nastepnego dnia. I to tez z niekonczacym sie oczekiwaniem, az zapelni sie paka tej miniciezarowki, z przystankami, z powolnym sunieciem po wybojach. W koncu w niewielkim miasteczku - znalazlam ciezarowke prosto do Gwinei... Jezdzilam wieloma ciezarowkami po wielu drogach swiata, ale... cos takiego przezylam po raz pierwszy. Domyslam sie, ze zdjecia tego nie oddadza, ale byla to po prostu przeprawa bezdrozami dzunglii przez poldzika granice. Dotarlam w koncu do Konakry, gdzie internet tez zasilany jest generatorami, ale wazne ze jest. Pozdrawiam...  Napisz komentarz (14 Komentarze) |