|
To juz trzeci dzien dzisiaj i ciagle mi smutno. Trzeci dzien jak podrozuje znowu zupelnie sama... Tak, okazalo sie, ze jazda stopem przez zakurzone drogi Afryki w ponad czterdziestostopniowym upale z malym szczeniaczkiem, ltory boi sie obcych (a kazdy poza mna jest obcy), boi sie pojazdow i przez wiekszosc czasu musi byc niesiony na rekach - nie jest latwe. Bylo to jednak pieknym doswiadczeniem. Od momentu jak zaczal ze mna podrozowac, status Kani drastycznie sie zmienil - z bezdomnego wiejsiego kundla na ulubienca bialej kobiety. Nagle wszyscy zaczeli go lubic, dzielic sie jedzeniem, a dzieci staly sie przyjazne i mile. Tak wiec Kani, zaszczepiony, z ksiazeczka zdrowia psa (cos jak psi paszport) przekroczyl ze mna granice z Mali do Senegalu, a potem do Gambii. W Basse, malym miasteczku w odleglej, wschodniej czesci Gambii zatrzymalam sie u milej miejscowej rodziny. Kani od razu polubil to miejsce. Zamiast jak zwykle chowac sie w najciemnieszym kacie, zaczal okazywac bardziej normalne szczeniackie odruchy - weszyc, biegac po przestronnym, ogrodzonym podworku, nawet zaprzyjazniac sie z dziecmi rodzinki... Byla to nielatwa, lamiaca mi serce decyzja. Obiecali opiekowac sie nim i traktowac jak czlonka rodziny. Mimo wszystko - przez dlugi czas nie moglam przestac plakac... Nigdy przedtem nie kochalam zadnego zwierzaka tak mocno jak tego nieskoordynowanego, polslepego szczeniaka, ktory calym soba odwzajemnial moja milosc.
. Afryka wyzwala najmocniejsze emocje. Wszystko wydaje sie tu bardziej intensywne. Upal bardziej goracy, kurz bardziej zakurzony, kolory zywsze, muzyka bardziej trafiajaca do serca, mango bardziej soczyste, bieda osiaga dno, radosc zycia siega nieba, a goscinnosc - jest nieporownywalna. Wysiadam z ciezarowki posrodku jakiegos zakurzonego gambijskiego miasteczka. Mlody mezczyzna bierze moj plecak. - Hej, dokad idziesz z moim plecakiem? - Pomoge ci zaniesc go na dworzec busz taxi. - Nie ide na dworzec. Spedze tutaj noc. - Masz gdzie sie zatrzymac? - Jeszcze nie.. - Chodz do mojego domu. Nie chce pieniedzy. Ani mnie nie podrywa. Jest 23-letnim robotnikiem pracujacym dwanascie godzin dziennie przy budowie drogi za rownowartosc jednego Euro za dniowke. Nie rozumie kiedy pytam dlaczego mnie zaprosil. Czy to nie jest oczywiste - jestem obcokrajowcem w jego miasteczku, nie mam gdzie sie zatrzymac - czy nie jest najnaturalniejsza rzecza na swiecie, ze powinien mnie zaprosic... A kiedy jestes juz gosciem - jestes swieta - zrobia dla ciebie absolutnie wszystko. Zostalo mi jeszcze kredek od Jasona i chcialam zobaczyc jak swiat dzieci Mali porownuje sie z tym tutaj w Gambii, wiec u rodziny gdzie zostawilam Kani zaytalam czy moge zaprosic troche miejscowych dzieci na zabawe z kredkami. I po raz kolejny, okazalo sie to pouczajacym doswiadczeniem. Podczas kiedy my chcemy wierzyc, ze robimy cos dla nich (sprawiamy radosc ich biednym dzieciom), w rzeczywistosci - oni robia to, aby zadowolic nas: "Masz ochote na salatke? Zalatwimy ci salatke. Chcesz kupic bialego wielblada? Pomozemy ci znalezc bialego wielblada. Zyczysz sobie zobaczyc jak dzieci ryzuja? Zorganizujemy ci troche dzieci od reki. Ile potrzebujesz? Te sie nadadza, czy chcesz starsze, lub mlodsze?" Nie znaczy to, ze dzieci sie dobrze nie bawily. Bawily sie jak najbardziej i okazuje sie, ze dzieciecy swiat w Gambii jest przynajmniej tak kolorowy jak w Mali - zobaczcie sami w jednym z najnowszych albumow. W kazdym razie - jesli bedziecie przejezdzac kiedys przez Gambie, dajcie i znac - podam Wam namiary i ozecie odwiedzic Kani.
Napisz komentarz (9 Komentarze) |